Designer: Joomla 3.2 Templates

W odpowiedzi na prośbę Internautów zamieszczam poniżej tekst swojego niedzielnego kazania.

Moi Drodzy!

Zakończyliśmy cykl katechez poświęconych Dekalogowi. Przez ostatnie tygodnie rozważaliśmy kolejne Boże przykazania. Czas dziś na podsumowanie, na swoistą puentę.

Chociaż czasem mamy kłopoty z wypełnianiem Bożych przykazań, to powinniśmy mieć świadomość, że postępowanie zgodnie z nimi nie stanowi jeszcze szczytu życia chrześcijańskiego. Wręcz przeciwnie – to pewnego rodzaju minimum. Wcale nie trzeba być przecież człowiekiem wierzącym w Boga, by wiedzieć i czuć to gdzieś wewnętrznie, że nie powinno się kraść, oszukiwać, kłamać, zdradzać… Wystarczy kierować się w swoim życiu jakimś zdrowym rozsądkiem, wyczuciem, jakąś etyką, by wiedzieć, że te czyny są złe, że ranią innych, że są krzywdą dla nas i bliźnich. Chrześcijanin wezwany jest do czegoś więcej. Nie wystarczy, że nie będę krzywdził, że nie będę wyrządzał szkody. Mam w swoim życiu kierować się nowym przykazaniem: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali.” W ten sposób uczeń Chrystusa daje świadectwo o Bogu, który jest miłością. Bogu, który stworzył nas z miłości i dla miłości. Bo miłość jest tą wartością, która nadaje sens naszemu życiu. To ona jest naszym powołaniem: kochać i być kochanym.   

I. Będziesz miłował Pana Boga swego, z całego serca swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich.

Może się wydawać, że Bóg w swoim żądaniu jest bardzo zaborczy. Mówi: Kochaj Mnie z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił.. Bądź cały dla mnie! W Mszale Rzymskim zamieszczone są modlitwy zwane Prefacjami. Jedna z nich zawiera takie słowa: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia” (MR 4 Prefacja Zwykła nr 39). Bóg nie potrzebuje naszych modlitw, uwielbień, miłości. W Bogu nie ma żadnych braków. On jest pełnią. Nic nie możemy do pełni dodać. Gdyby On potrzebował czegoś od nas, nie byłby prawdziwym Bogiem, ale co najwyżej jakimś bożkiem. To, że Bóg oczekuje od nas pełnego oddania, pełnego zaufania i miłości wynika z Jego z Jego troski o nas.

Im więcej rezerwujemy dla siebie, im więcej próbujemy dla siebie zachować, tym więcej tracimy. „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie” (2Kor 9,6) Dając Bogu zawsze więcej zyskujemy! Bóg w swoich darach jest bowiem nadobfity. Wystarczy przypomnieć sobie ewangeliczny opis rozmnożenia chleba. Chrystus nie tylko nasyca zgłodniałe rzesze na pustkowiu, ale ofiarowanego przez Niego chleba jest tak wiele, że nie są oni w stanie już więcej spożyć – zostało jeszcze wiele koszów ułomków. Stąd też wezwanie i Boży nakaz, by kochać Go całym sobą.   

II. Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.

Warto zauważyć, że miarą miłości bliźniego ma być miłość własna. Oczywiście nie chodzi tu o karykaturę miłości własnej, jaką jest egoizm. Każdy z nas chce dla siebie dobra, a nie zła. Każdy chce być szczęśliwy, by dobrze mu się powodziło.. Skoro chcę tego dla siebie, to przykazanie miłości bliźniego nakazuje mi, bym pragnął tego także dla innych. Kochaj bliźniego swego oznacza więc: chciej dla niego dobra, a nie zła; chciej by omijały go nieszczęścia, by mu się powodziło w życiu.

Chociaż miłości często towarzyszą uczucia, to jednak nie można jej do nich sprowadzić. Często jednak mylimy te dwie rzeczywistości. Zapytajmy kogoś, co to jest miłość, to najprawdopodobniej odpowie nam, że jest to uczucie, które.. – i tu padają różne definicje. Miłość to nie uczucia. Uczuć nie można ślubować, przyrzekać. One są zmienne, nie zależą od naszej woli. Narzeczeni, którzy stają przed ołtarzem nie przyrzekają sobie uczuć, ale deklarują pewien wybór: ja biorę ciebie za męża, za żonę i przyrzekam być z tobą w tym, co dobre i w tym, co trudne – to mój wybór, a nie chwilowe poruszenie. Może dlatego dziś tak wiele rozbitych małżeństw i poranionych ludzi – bo zakochanie gdzieś minęło i nic trwałego nie pozostało.

Francuski kapłan Michael Quoist pisał o tym w ten sposób: „Kochać nie znaczy doznawać wzruszenia w obecności drugiego człowieka, mieć serdeczne uczucia dla kogoś, podporządkować mu się, poddawać się oczarowaniu, pożądać, pragnąć kogoś (…) miłość to nie odruch instynktu, to świadoma decyzja woli” (M. Quoist „Modlitwa i czyn”, Warszawa 2002, s. 287)

To, że miłość jest czymś więcej niż uczucie mówi nam także nakaz miłości nieprzyjaciół.

I na zakończenie. Chociaż w porządku przykazania miłość Boga jest na pierwszym miejscu, to jednak w porządku jego wykonania, jest odwrotnie. Św. Jan mówił: „Kto nie miłuje swego brata, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.” (1J 4, 20)

 

Tuesday the 25th. Parafia Katedralna Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu.