Designer: Joomla 3.2 Templates

 

„Twój szlak Panie, wciąż jest szlakiem moim”

 

z Zofią Parzniewską, przewodniczącą katedralnej Sodalicji Mariańskiej rozmawia ks. Marcin Majcher

 

 

 

 

- 7 lutego 2016r. w sosnowieckiej bazylice katedralnej odprawiona została Msza Święta dziękczynna z okazji 90 rocznicy Pani urodzin. Jakie to przeżycie?

 

Każda Msza Św. jest dla mnie przeżyciem, ale ta była wyjątkowym doznaniem. Była okazją do złożenia Panu Bogu i Jego Najświętszej Matce szczególnie gorącego dziękczynienia za przeżyte lata i pokornej prośby o opiekę na dalsze lata i potrzebne łaski.

 

- Jak Pani patrzy na swoje życie z perspektywy minionych lat?

 

To takie bardzo osobiste pytanie. Spowoduje publiczne wyznanie tego, co ma się we własnym sercu. Oczywiście nie będę tu opowiadała swojego życiorysu. Przytoczę tylko kilka znaczących faktów: jako dziecko zaskoczyła mnie II wojna światowa. Zostałam tylko z mamą, bo tata był zaraz na początku wywieziony na roboty do Niemiec. Groziło to również i mi, ale udało się tego uniknąć. Młodzieńcze lata, a później życie dorosłej kobiety, przeżyłam podczas okupacji niemieckiej, a następnie - jak wielu z nas - w ustroju, jaki w tym czasie panował w Polsce. Wcześnie, bo w wieku 14 lat, zaczęłam pracować jednocześnie ucząc się i właściwie nieprzerwanie pracowałam przez prawie 44 lata, aż do przejścia na emeryturę. Jako 23-latka wyszłam za mąż i założyłam rodzinę. Wychowałam dwoje dzieci: córkę i syna, mam dwoje wnuków i prawnuczka Adasia. Cokolwiek robiłam w życiu rodzinnym, zawodowym i społecznym, zawsze starałam się by moje życie było życiem uczciwego człowieka i aby zawsze przebiegało po linii wiary i Kościoła.

 

- Czyli sprawdziło się polskie przysłowie, że „życie nie jest usłane różami” Jest za co Panu Bogu dziękować?

 

Faktycznie życie mnie nie rozpieszczało i chociaż były chwile radosne, to jednak nie brakło w nim wiele trudnych i bolesnych zdarzeń z których najcięższe, to strata męża i ostatnio syna. W tych najtrudniejszych momentach życia zawsze szukałam ratunku w ucieczce do Miłosierdzia i Opatrzności Bożej. Zawsze wtedy, pomocą mi było oddanie się i zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, Patronce Sodalicji Mariańskiej, do której należę. Oceniając dzisiaj swoje dotychczasowe życie, sama sobie zadaję pytanie czy mogłam coś zrobić więcej, lepiej, inaczej? Na pewno tak! Bo „życie dyktando przypomina, chociażby z takich prostych względów, że nikt nie zdoła go poprawić jeżeli roi się od błędów”. A czy było szczęśliwe? Moim szczęściem, radością ale i troską są Ci, których kocham, moje dzieci, wnuki i prawnuczek. Za nich się modlę i Bogu dziękuję. Mam zwyczaj za wszystko Panu Bogu nieustannie dziękować.

 

- Co w obliczu życiowych  trudności daje człowiekowi wiara?

 

Nasz święty Jan Paweł II kiedyś powiedział, że „Chrystus tchnął w modlitwę „Ojcze nasz” wszystkie sprawy, jakie człowiek może i powinien zanosić do Ojca, który jest w niebie”. Przyznam się, że chociaż niezbyt mnie interesowały szczegóły teologiczne, to jednak zawsze głęboko odczuwałam obecność Boga w moim życiu i moja wiara była, jest i pozostanie z Jego pomocą niezachwiana. Moja modlitwa, słowa, myśli i podziękowania, ta cała rozmowa z Bogiem mają coś z dziecka i myślę, że to dziecięctwo Boże jest może czymś najpiękniejszym w mojej duszy, co mogę ofiarować Stwórcy. Wydaje mi się, że wiara i pobożność bez miłości, są po prostu dewocją. Co wiara mi daje? Umocnienie i przekonanie, że życie moje jest krzyżem, który otrzymałam od Boga i muszę go dźwigać, ale dobry Jezus zawsze postawi przy mnie mojego Szymona z Cyreny, który mi w tym pomoże. Zawsze trochę pragnęłam ukryć przed światem moją wiarę, moje relacje między Bogiem, bo to bardzo intymne i szczere uczucia. Tymczasem przyszło mi odsłonić, choć może nie całkiem moje wnętrze.

 

- Pamięta Pani wygląd katedry z przestrzeni wielu lat. Wszyscy mamy jeszcze w pamięci niedawny pożar. Jak się teraz Pani czuje w odnowionej świątyni?

 

Jestem bardzo związana z parafią katedralną. Uważam, że parafia, to wspólnota wspólnot. Boleśnie mnie dotknęło i utkwiło w pamięci nieszczęście jakim był pożar, który tak bardzo okaleczył nasz kościół. Dzięki Bogu, że świątynia została uratowana. Dzięki kapłanom i ludziom dobrej woli odzyskuje piękny wygląd. Ks. Proboszcz Jan i nasi kapłani z prawdziwym pietyzmem starają się przywrócić świątyni jeszcze większe piękno i świetność. Z radością wchodzę codziennie do wnętrza katedry i podziwiam to wielkie dzieło odbudowy. To mój drugi dom.

 

- Pewnie wiele razy usłyszy Pani jeszcze wiele ciepłych słów i nie jedno tradycyjne „sto lat”. Czego by Pani życzyła sama sobie?

 

Czego bym sobie życzyła na dalsze lata życia? Przede wszystkim pragnę wyprosić wiele łask Bożych i zdrowia dla moich dzieci, wnuków i prawnuczka, by wzrastały w latach, w wierze, nadziei i miłości pod opieką najlepszej Matki Świata - Maryi. Niech im Bóg błogosławi. A dla siebie? Proszę by Pan umocnił mnie łaską Ducha Świętego, aby dał mi zdrowie ciała i umiejętność zachowania go. Pragnę by obdarzył mnie pogodą ducha i zmysłem humoru, by obce mi było narzekanie i szemranie, żebym nie została zrzędliwą i zgryźliwą staruszką. Panie daj siłę mojemu sercu by było zawsze pełne dobroci, życzliwości i wyrozumiałości dla innych.

 

- A teraz kilka słów od siebie…

 

Pragnę gorąco podziękować Ks. Proboszczowi Janowi i ks. Pawłowi za odprawienie w mojej intencji tak uroczystej Mszy Św. Dziękuję za tyle pięknych, serdecznych słów i życzeń wypowiedzianych pod moim adresem przez Ks. Proboszcza i naszych kapłanów. Naprawdę na tak wiele nie zasługuję. Bóg zapłać! Dziękuję za modlitwę, życzenia, kwiaty i upominki moim najbliższym, mojej rodzinie, przyjaciołom, naszej Sodalicji Marańskiej i Sodalicji z Czeladzi, parafianom, gościom i wszystkim obecnym na tej wyjątkowej dla mnie Eucharystii.

 

- Pani Zosia jest kojarzona w katedrze z pięknych życzeń, składanych zwykle w poetyckiej formie. Grzechem by było nie poprosić na koniec o jakąś strofę…

 

Sprawiłeś kiedyś Panie, że stało się życie

bo bez Twej woli nic się stać nie może

na świat wydali mnie moi rodzice

i od początku byłeś przy mnie Boże,

Moje cierpienie zawsze było Twoim

choć o tym wtedy nie myślałam raczej

lecz Twój szlak Panie, wciąż jest szlakiem moim

nie chcę by kiedyś stało się inaczej.

 

- Bardzo dziękuję za rozmowę

 


 

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Tuesday the 12th. Parafia Katedralna Wniebowzięcia NMP w Sosnowcu.